| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Blogi
Wersja angielska - http://blogofguf.blogspot.com/
Site Meter
RSS
piątek, 08 października 2010

 

Zamieszkanie w nowym miejscu moze wywolac w czlowieku rozne reakcje: moze inspirowac do poznawania nowych miejsc,wychodzenia na piesze badz rowerowe wycieczki, czy wstapienia do kawiarni na kawe i bananowe ciasto.

Jak jedne miejsca kusza swa nowoscia, inne wywoluja reakcje wrecz odwrotne. W Miami bylam sklonna pozostac w domu przez caly dzien aby za wszelka cene uniknac jazdy samochodem. Kierowcy w Miami zachowuja sie w taki sposob, jakby wczoraj zsiedli z osla a dzis przesiedli sie do luksusowego sportowego samochodu. Albo slepo pedza przed siebie, nie zwazajac na innych, badz prowadza swoje caddillaki w tempie dzdzownicy, po jednopasmowej drodze, uniemozliwiajac jakikolwiek manewr wyminiecia. W Miami kierunkowzkaz uzywany jest tylko z nudow badz w celu skofundowania wspolkierujacych. Wiekszosc kierowcow rozmawia przez telefon i przejezdza na czerwonym swietle. Policja nigdy nie pojawia sie w miejscu gdzie jest potrzebna, a na glownej autostradzie w piatek i sobote ryzykuje sie zyciem. Byc moze tak czula sie Emily Dickinson, decydujac sie w 1860 na nieopuszczanie swojego domu w Amherst, stanie Massachusetts. Zdecydowala, ze od tej pory koncentrowac sie bedzie wylacznie na sprawach domowych i pisaniu poezji.

California jest zupelnie inna, a Berkeley, trzecie najbardziej liberalne miasto w USA to prawdziwa mekka dla ludzi, ktorzy poszukuja inspiracji, nowych doswiadczen, czy stylu zycia ugruntowanego w wartosciach wolnosci jednostki.

W Berkeley wszystko to, czego czlowiekowi potrzeba jest w zasiegu reki. To mala miejscowosc polozona na wschodnim brzegu San Francisco, zamieszkana przez okolo 100 tysiecy osob. Glownym pracodawca jest uniwersystet stanowy Californii, oraz Labolatorium Lorenza Berkeley. W odleglosci spaceru znajduja sie wspaniale biblioteki, kawiarnie, ksiegarnie, koscioly, kluby, restaurancje, domu medytacyjne, studia yogi i tanca, akademiki I wille mieszkancow. Mozna tutaj zaobserwowac wszelkie mozliwe subkultury I stadia, poczawszy od malych dzieci w szkolkach ogrodowych, poprzez studentow pedzacych na wyklady na rowerach, czy tez staruszkow obcinajacych zywoplot i oprowadzajacych rodzicow po duzym domu, gdzie wprowadzaja sie ich mlode pociechy.

Jest to miejsce jest magiczne, cieple i inspirujace. Atmosfera panujaca w Berkeley jest zblizona do uczucia oczekiwania na cos niezwyklego: wszystko jest tutaj mozliwe do zrealizowania, jezeli czlowiek chce zakasac rekawy i sprobowac. Porazka badz sukces to nie definicja czlowieka, ale jego sklonnosci do prob. Praca czy tez ulepszanie siebie oraz ochrona srodowiska to dwa wielkie hasla, ktore pojawiaja sie na usmiechnietych, niewidzialnych sztandarach ludzkich twarzy. Ludzie pracuja podczas dnia a wieczorem udaja sie na roznorakie zajecia, klasy, kursy tanca, wieczorki czytelnicze, dyskusje ksiazkowe, tango, koncerty muzyki celtyckiej. Tutaj naprawde mozna znalezc wszystko.

Dyskusje w supermarkecie oscyluja pomiedzy filozofia, psychologia, najnowszymi trendami w nauce, holistycznym podejsciem do zycia, wegetarianizmem, czy medytacja nad terapeutycznym kolorem owocow (zartuje), itp. Orzechy na wage kupuje sie od artysty ktorego jeszcze nie stac na utrzymywanie sie ze swojej sztuki. Dzieli sie jednak przy kasie swoimi spostrzezeniami o tworzeniu i poczuciu wlasnej wartosci. Wszyscy jakos umieja sie dogadac i nigdy jeszcze nie zdazylo mi sie zaobserwowac przykrej wymiany zdan czy jakiegos oszustwa. Ta cala roznorodnosc ludzka umie koegzystowac i uczyc sie od siebie.

Zawsze po kolejnej przeprowadzce, ktora w rzeczywistosci jest zupelnie inna niz moje wczesniejsze o niej wyobrazenie, zadaje sobie nastepujace pytanie: - co ja tutaj robie? Ze wszystkich miejsc w ktorych moglabym teraz byc, dlaczego jestem tutaj, calkowicie sama, nie znajac nikogo?

Trudno jest wytlumaczyc pojecie wyobcowania. Trudniej jeszcze jest opisac to uczucie komus, kto tak naprawde nigdy nie byl sam. W USA miejsce zamieszkania jest czesto podyktowane perspektywa lepszej pracy, czy pogladami danej spolecznosci. Wspolpracownicy staja sie blizsi niz przyjaciele czy znajomi, gdyz spedza sie z nimi 9 godzin dziennie. Czy bylabym w stanie sobie kiedys wyobrazic, ze moimi wspolpracowniczkami beda Japonka i Amerykanka pochodzenia czeskiego? Japonka ma meza Portugalczyka a Amerykanka byla do niedawna zamezna z Iranczykiem. Roznorodnosc tego kraju to jednen z jego najwiekszych zalet. Prawda jest, ze „nie sama praca zyje czlowiek” i nalezy stworzyc sobie srodowisko ktore ubogaci cialo, serce i dusze. Nie jest to latwe, szczegolnie na poczatku.

Pierwsze kroki jakie skierowalam po przeprowadzce byly do kosciola studenckiego na College Avenue. Centrum Newmana przez lato organizowalo rozne spotkania dla studentow szkoly letniej, otwarte dla mieszkancow Berkeley. Na przyklad czwartki to wieczory filmowe, gdzie wyswietlano filmy, niekoniecznie o tematyce religijnej. Wybralam sie pewnego wieczoru na takowy seans, majac nadzieje, ze moze uda mi sie z kims porozmawiac i nawiazac znajomosc.  Zapowiedziano projekcje japonskiego filmu „Departures” ktory okazal sie 3-godzinna opowiescia o bylym wiolonczeliscie, ktory po utracie pracy w orkiestrze zatrudnil sie w domu pogrzebowym. Jego praca polegala na dokonywaniu rytualu pozegniania zmarlego. Temat dosc ponury, zwlaszcza, ze srednia wieku przybylych na projekcje wahala sie pomiedzy 75-80 lat. – Co ja tutaj robie, zadalam sobie po raz kolejny to samo pytanie. Jezeli przepadne tego wieczoru, porwana przez seryjnego morderce z Berkeley, nikt a nikt nigdy mnie nie znajdzie.

Przypomnialy mi sie twarze rodzicow i siost,  przyjaciol i znajomych pozostawionych w Polsce, w Bostonie, Chicago czy Miami. Po raz kolejny zdalam sobie sprawe, ze wyobrazenia o tym co nas czeka w nowym miejscu, wraz z cala niezwykloscia uczenia sie czegos nowego, sa tak rozne od tego, co spotyka nas w czasie rzeczywistym.

Wybory, ktorych dokonujemy w zyciu doroslym moga wydawac sie wrecz niezrozumiale dla wszystkich z wyjatkiem osoby, ktora ich dokonuje. Dlaczego kolejna przeprowadzka? Dlaczego kolejne wykorzenienie siebie z gleby, ktora po wielu latach stala sie znajoma i pulchna na tyle, zeby w niej zasadzic zycie w miare satysfakcjonujace. Skad ten pociag do ulepszania? Ta nasza polska ambicja zeby dazyc do najbardziej optymalnego bytu?

00:52, grazynafurman
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lipca 2010

Berkeley, California

Miasteczko uniwersyteckie, Berkeley, California

 

Ostatnio, po kolejnej przeprowadzce w nowe miejsce, tym razem do Berkeley w Californii, zaczelam sie zastanawiac na tym jak wspanialym zjawiskiem zyciowym sa przyjaciele - osoby, ktore czesto zyja na marginesie naszych zwiazkow, ale sa z nami w momentach kiedy nie ma nikogo bliskiego, kiedy watpimy w co, co robimy, kiedy ktos nas porzuca, czy oklamie, czy tez kiedy jestesmy na krawedzi jakiegos bolesnego przezycia.

Wtedy jak na skrzydlach swoich toyot i hond, czy tez rowerow, przybywaja oni i podnasza nas do gory, jakby bylo to dla nich czysta przyjemnoscia, a wysluchiwanie naszych balaczek deserem zycia. Takich osob ma sie w zyciu tylko kilka. I wtedy mozna sie nazwac szczesliwym czlowiekiem.

Oto jestem w miejscu calkowicie nowym;  malym studenckim miasteczku,  pulsujacym zyciem intelektualnym i mlodoscia. Nie znam tutaj absolutnie nikogo.  Przez ostanie trzy tygodnie nie widzialam zadnej znajomej osoby, nie uslyszalam zadnego znajomego glosu, z wyjatkiem telefonow od moich wiernych przyjaciol z terenu USA. Sa oddaleni ode mnie 6-godzinnym lotem samolotu, jednakze obecnitelefonicznie badz przez SKYPE.

Realny kontakt z czlowiekiem "obok" jest w tym momencie na etapie inicjacji i zdefiniowany typowym amerykanskim 'hello, how are you?" Pusto i gladko, szybko i milo. Czyli bezznacznie i bezosobowo.

Cale to wyobcowanie w celach wyzszego rzedu, takich jak znalezienie dobrej pracy, czy przeprowadzka w nowe, inspirujace srodowisko nie znaczy naprawde nic, jezeli nie ma sie nikogo z kim mozna by sie tymi "zmianami na lepsze" podzielic. Umysl sie cieszy ale serce apeluje o mala dawke czegos "znanego", dobrego i wspomagajacego. Coz ja bym dala za kawalek przyjaciela, z ktorym mozna by pojsc na drinka i porozmawiac jak za dawnych czasow? Nie musialabym nawet nic mowic, tylko sluchac i patrzec, i sie usmiechac.

I nasuwa sie pytanie: dlaczego ja sie znowu przeprowadzilam? I dlaczego w miejsce gdzie nikogo nie znam? I po co? I w imie czego? I dlaczego? I tak dalej, .......

I tak idac po okwieconych uliczkach Berkeley, cieszac sie tym, ze wreszcie po tylu miesiacach mam swoja prywatnosc i nie musze dojezdzac do pracy, czuje sie jak naiwny podlotek, ktory wyfrunal z ptasiego gniazda myslac, ze poza paroma silniejszymi ruchami nowych skrzydelek nic tak naprawde go nie zmeczy, nie zadziwi badz nie doprowadzi do zalosnej realizacji, ze zycie w samotnosci, chocby najbardziej inspirujace, jest tylko namiastka tego, co mozna osiagnac bedac w grupie ludzi zyczliwych, ludzi "sprawdzonych" i tych, ktorych zycie jest splatane z naszym przez lata wzajemnego bycia dla siebie w ciezkich badz radosnych momentach. Bycia, takiego po prostu "bycia" obok, jakie by to "obok" nie bylo. Bo ta wspolna historia jest czyms wiecej nic tylko znajomym imieniem w spisie telefonow, czy kartka na wieksze swieta. Ta historia to czesc tworzenia sie naszego obrazu swiata i samego siebie.

A moze to wszystko ulozylo mi sie w glowie blednie?

Okresy  przejsciowe maja w sobie cos z "ponownego pojawienia sie na swiecie." Cos sie nagle zaczyna, nie majac wlasciwie zadnego powiazania z wydarzeniami poprzednimi, z wyjatkiem tego, co sie ze soba w te nowa podroz zabiera.

Dlaczego ludzie sie przeprowadzaja? W wiekszosci w USA wiaze sie to ze zmiana pracy, z ochota poprawienia sobie bytu na lepszy, z odwaga nie przywiazywania sie do miejsc, ktore nie wydaja sie dla czlowieka zbyt optymalne. Kalifornia miala byc dla mnie ostatnim przystankiem przed opuszczeniem USA. Czy tak bedzie, to sie okaze. Jedna z zalet bycia osoba dorosla i w miare oswiecona to ukierunkowywanie sie na zycie w danym momencie, w danej chwili, zamiast cofania sie w przeszlosc lub wyobrazania sobie przyszlosci, ktorej i tak nikt nie jest w stanie przewidziec.

Jak to mowia Chinczycy, madry czlowiek uczy sie na bledach innych, co madrzejszy glupi, uczy sie ze swoich bledow. Niektorzy nie ucza sie niczego. Nikt nie moze zyc w przeszlosci, nie tracac piekna chwili obecnej. Zadna tez obawa przed przyszloscia nie jest w stanie jej zapobiec lub rozbroic. Tylko to co jest teraz, jest w obrebie kontroli czlowieka.

Samotnosc w nowym miejscu to takze obietnica poznania nowych ludzi, nawiazania nowych kontaktow. Rozbrojenie jej to siedzenie w kawiarniach ze studentami, ktorzy przygotowuja sie do swoich letnich zajec, pijac kolejne espresso, czy zajadajac sie przecenionym pod koniec dnia kawalkiem marchewkowego, amerykanskiego tortu.

Bycie z nimi to obserwowanie ich skupionych twarzy, ich pogodnego oblicza pelnego nadziei na przyszlosc, oczu pelnych wiary, ze ich dobre swiadectwa zaoowocuja wspaniala oferta pracy, i bedzie im dane zmienic swiat. Przy cichej muzyce saksofonu Johna Coltrane, swiat studencki pisze sie uderzeniami w klawisze laptopow, czy przewracaniem kartek notatnikow 'moleskin'. To dobry swiat, czuje sie w nim nie-samotnie, jak czlowiek ktory po dluzszej przerwie w chodzeniu zdecydowal sie na pierwszy krok rehabilitacji.

A potem cisza wieczoru, gdzie przy otwartym oknie widac aktorow z Julia Morgan Berkeley Studio, ktorzy przygotowuja sie do kolejnego wieczornego przedstawienia, a ich piosenke znam juz na pamiec i moglabym sie smialo do nich dolaczyc. Nie dostalam sie w Polsce do Szkoly Teatralnej i wiele lat pozniej mam swoj prywatny teatr od strony ogrodu. Darmowe proby i przedstawienia. Moze i oni widzac mnie przez okno, mysla podobnie.

Swiat jest wielki i pelen niespodziewanych momentow. I czy to co czuje to samotnosc?

Co to naprawde znaczy bycie samym? Czy jest to fizyczne odosobnienie czy bycie razem ale poczucie odrebnosci? Moze kalejdoskop szczescia wcale nie sklada sie z dwoch, czy trzech osob, ale z jednej. I moze ten kalejdoskop to kwestia wyboru prywatnosci, spokoju i czasu na refleksje, czy tez ciaglego "bycia z kims".

Ludzie, ktorzy twierdza, ze poznali prawde i sens zycia mowia: nie mysl, nie wspominaj, nie wyobrazaj sobie. Zyj w momencie, poczuj swoj oddech i ciesz sie tym, co czujesz teraz. Bo nic innego nie istnieje.

Czy tak mozna? Pewnie tak.

Czeka na mnie moja herbata i kawalek ciasta. I ten moment kiedy znowu zlapie sie na tym, ze wspominam i zycze sobie czegos, czego w danym momencie nie posiadam, zamiast po prostu sie usmiechnac i byc tutaj, teraz, jakkolwiek i z kimkolwiek.

Po prostu byc.

 

Zdjecie- courtesy of thefrontsteps.com

03:41, grazynafurman
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9